Wywiady

Wywiad: Francuski model wzmacniania bezpieczeństwa informacyjnego

Dodane przez 2 listopada 20204 listopada, 2020Brak komentarzy

„We Francji panuje powszechne rozumienie rosyjskich działań we francuskiej przestrzeni informacyjnej, ale i w innych państwach. Nikt tu nie ma różowych okularów” – mówi w rozmowie z Narodowym Instytutem Cyberbezpieczeństwa analityk polityczny i ekspert ds. bezpieczeństwa Denys Kolesnyk.

Adam Lelonek: Zacznijmy może od odniesienia się do dosyć popularnego w Polsce przekonania, że Francuzi są rusofilami. Na ile ma to związek z rzeczywistością?

Denys Kolesnyk: Faktycznie chyba od zawsze mówi się, że we Francji jest pewnego rodzaju sentyment do Rosji. Często jest on jednak wyolbrzymiany przez zewnętrznych komentatorów. Rzekome „rusofilstwo” ma zakorzenienie w historii i pozytywne postrzeganie Rosji przez Francuzów zaczęło się od I wojny światowej, a następnie zostało wzmocnione przez II wojnę światową. Rosjanie, a później Sowieci walczyli po tej samej stronie co Francuzi. Nie można też zapominać o silnym ruchu komunistycznym na przestrzeni całych dziesięcioleci. Można więc zauważyć, że we Francji mamy trochę inny kontekst historyczny. Tyle jeśli chodzi o podłoże tego postrzegania. Jeżeli jednak patrzymy na sondaże z badań opinii publicznej, to już w 2015 roku, kiedy chodziło o ocenę rosyjskich działań w Syrii, to tylko 21% Francuzów uważało, że Rosja ma rację interweniując, ale przytłaczające większość społeczeństwa miała zdanie odmienne. To według francuskiej agencji badania opinii publicznej Ifop. Według innych ich badań, dla porównania, w 2013 r. pozytywną opinię o rosyjskim prezydencie Władimirze Putinie miało 20% Francuzów, a w 2018 r. było ich już 27%. Niemniej jednak wciąż 73% społeczeństwa postrzega go negatywnie. Jeżeli chodzi o percepcję swobód w Rosji, to w 2018 r. według innego sondażu, jedynie 14% respondentów we Francji uważa, że ich stan jest dobry, a 86%, że jest bardzo źle.

Był też sondaż na temat odpowiedzialności władz Federacji Rosyjskiej za rozprzestrzenianie propagandy i fake newsów. Aż 78% respondentów stwierdziło, że ponoszą one znaczną odpowiedzialność. Analogicznie wygląda sytuacja z oceną rosyjskich działań zagrażających cyberbezpieczeństwu – aż 70% Francuzów uważa, że Rosja ponosi za to odpowiedzialność. Dla zestawienia można jeszcze wspomnieć o badaniu percepcji opinii publicznej na wydarzenia na Ukrainie, czyli jak to sformułowano w pytaniu: „napięcia rosyjsko-ukraińskie”, chociaż oczywiście mowa jest o wojnie. Chodziło o to kto ponosi za to odpowiedzialność. 43% badanych stwierdziła, że jest to odpowiedzialność Rosji, 5% odpowiedzialność Ukrainy, a 35% że odpowiedzialność jest na obu stronach konfliktu. Jednak w przypadku pytania o to, czy aneksja Krymu przez Rosję była uzasadniona, to tylko 22% Francuzów odpowiedziało, że tak, a aż 78% Francuzów, że nie.

To tylko mały fragment badań opinii publicznej. Zawsze jednak w sondażach widać wyraźnie, że nie ma jednoznacznie pozytywnej percepcji Rosji czy reżimu Putina. Rosja nie wchodzi do kategorii państwa-sojusznika. Nie widać też rusofili. Jednocześnie, trzeba to oddzielać od kultury rosyjskiej, która jest jednak popularna we Francji. Temu zaprzeczyć się nie da. Jeżeli dobrze pamiętam, w 2018 r. skończono budowę Centrum Kultury Rosyjskiej, mamy Most Aleksandra III, upamiętniający sojusz francusko-rosyjski z końca XIX wieku. Chodzi mi o to, że Rosja jest obecna w przestrzeni kulturowej Francji, ale lubienie książki Puszkina nie oznacza jednocześnie pozytywnego postrzegania współczesnego państwa rosyjskiego. Trzeba to oddzielać. Warto też podkreślić, że do rozpoczęcia wojny na Ukrainie i aneksji Krymu, rosyjskiej interwencji w Syrii czy ich działań w Afryce, jak Mali czy Libia, to tym gorzej jest to postrzegane nad Loarą. Ogólnie rosyjskie działania w regionie Morza Śródziemnego nie mają żadnego poparcia francuskiego. Nie zapominajmy również o tym, że Rosja próbowała wpływać na kampanię prezydencką we Francji w 2017 roku. Było to tzw. „Macron Leaks”. Nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów, ale na pewno wpłynęło też ocenę działań Moskwy. Faktem jest, że w przestrzeni informacyjnej Rosja działała przeciwko Republice Francuskiej. Nie można mieć pozytywnego spojrzenia na państwo wchodzące w rolę przeciwnika.

No właśnie. A czym charakteryzuje się francuska przestrzeń informacyjna?

Po pierwsze, we Francji przestrzeń informacyjna postrzegana jest inaczej niż w Rosji. Podobnie jak w innych państwach zachodnich, oddzielnie traktuje się sferę cyber oraz media i ich działania. Innymi słowy francuską przestrzeń informacyjną składa się w tym rozumieniu obszar związany z mediami.

Po drugie kluczowe dla zrozumienia jej specyfiki będą jej ramy prawne. Chodzi tu m.in. o Ustawę o wolności prasy z 29 lipca 1881 roku (franc. Loi du 29 juillet 1881 sur la liberté de la presse), tj. od III Republiki Francuskiej, która ukształtowała rynek prasy i mediów we Francji. Ona działa po dzień dzisiejszy, oczywiście z poprawkami. Kolejną istotną cechą charakterystyczną jest wysoce rozwinięty rynek stowarzyszeń, a przede wszystkim think tanków i ośrodków badawczych, które są ważnymi podmiotami francuskiej przestrzeni informacyjnej. Trzeba podkreślić, że ponad 90% z nich nie funkcjonuje jednak formalnie jako organizacje pozarządowe, a zarejestrowane są jako stowarzyszenia (franc. Association), czyli jako podmioty podlegające specyficznej regulacji pod nazwą potoczną „Prawo 1901 roku” (franc. Loi du 1er juillet 1901 relative au contrat d’association). Zresztą jak wszystkie NGO-sy we Francji. Ogólnie rzecz biorąc stowarzyszenia mają we Francji duże znaczenie. Mamy wreszcie Ustawę o zakazie manipulacji informacją z 20 listopada 2018 roku (franc. La loi contre la manipulation de l’information). Skupia się ona jednak wyłącznie na kontekście wyborów. Daje ona instytucjom Republiki Francuskiej możliwość obrony procesów wyborczych, w tym m.in. przed ingerencją obcych państw. Przewiduje ona również możliwość, że każdy obywatel do 3 miesięcy przed wyborami może zgłosić do sądu treści, które uważa za fake news (franc. Infox). Sędzia ma następnie 48 godzin, aby wydać decyzję. Ma to służyć możliwie szybkiemu blokowaniu zmanipulowanych treści. Wymusza ona również na mediach społecznościowych bardziej transparentną politykę odnośnie płatnych treści, w tym zwłaszcza reklam politycznych. Muszą one być podpisane, jeżeli są płatne i musi zostać podana informacja kto i ile zapłacił za promocję danej treści w trakcie kampanii wyborczych. Wreszcie mamy Wyższą Radę ds. Audiowizualnych (franc. Conseil supérieur de l’audiovisuel) [przyp. autora – odpowiednik polskiej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji]. Nadaje ona koncesje dla zagranicznych kanałów telewizyjnych. Ma także prawo ich zablokowania, w przypadku stwierdzenia propagowania fałszywych treści.

A wychodząc poza ramy prawne i systemowe?

Jako ciekawostkę wspomnieć można, że w indeksie wolności prasy (ang. World Press Freedom Index) przygotowanym przez Reporterów bez Granic w 2020 roku, Francja zajęła 34 miejsce. Najwyższe miejsca zajęły państwa skandynawskie, Niemcy były na miejscu 11, Polska 62, a na przykład Ukraina na 96 miejscu. Innymi słowy sytuacja mediów we Francji może być oceniona bardzo pozytywnie.

Ponadto w jest kilka trendów, o których można wspomnieć. Zaufanie do mediów we Francji spada, tak jak na całym świecie. Według Barometru mediów (franc. Baromètre médias), zrealizowanego przez Grupę Kantar dla gazety „La Croix” w 2019 roku, Francuzi mają największe zaufanie do radia – aż 50% respondentów wierzy w informacje z radia. Na kolejnych miejscach: z 44% respondentów jest prasa drukowana (spadek o 8% w porównaniu z 2018 r.), z 33% telewizja, a na końcu z 25% jest internetu. Jest to niezwykle ciekawe, ponieważ aż 92% Francuzów korzysta z internetu codziennie, a aż 58% z nich jest każdego dnia w mediach społecznościowych. Najpopularniejszymi z nich będą w zależności od rankingów Facebook albo YouTube. Istotny będzie także Twitter z 5,5mln użytkowników, który jest bardziej wyspecjalizowany od pozostałych i jest bardziej popularny wśród ekspertów, polityków i dziennikarzy. Co jest szczególnie ciekawe, według sondaży Francuzi najbardziej ufają informacjom rozpowszechnianym lub pochodzącym od najbliższych i znajomych, bardziej nawet niż mediom. Tak odpowiedziało aż 64% Francuzów. Czyli dla nich informacja od osoby, którą znają osobiście, jest bardziej godna zaufania. Jednocześnie jednak ponad połowa francuskiego społeczeństwa uważa, że fałszywe informacje są rozprzestrzeniane w mediach społecznościowych właśnie przez osoby, które znają. Taki paradoks.

Duża część francuskich serwisów informacyjnych poświęcona jest sytuacji w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Identyfikacja fałszywych informacji z tych regionów jest również bardzo zaawansowana. Czy to też jest element specyfiki francuskiej przestrzeni informacyjnej?

Zdecydowanie tak. Charakterystyką francuską jest posiadanie mniejszości etnicznych. W tym także ludzi, którzy żyją tu 8, 10 i więcej lat oraz posiadają jednocześnie francuskie obywatelstwo. To bardzo wpływa na różne procesy informacyjne oraz poczytność danych mediów, ich zainteresowania, dobór tematów itd. Czyli z francuskich mediów korzysta wiele francuskojęzycznych odbiorców za granicą, ale i na odwrót – mieszkańcy Francji, w tym zarówno francuscy obywatele, o których wspomniałem, żyjący kilka lat albo całe życie we Francji, korzystają ze swoich mediów krajowych już we Francji. Francuskie media mają szeroki odbiór w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej [przyp. autora – ang. Middle East and North Africa, MENA]. Krajowe media z tego regionu niekoniecznie już przestrzegają tak wysokich standardów, jak te francuskie. Pierwszy przykład z brzegu, prasa w Algierii przekazuje komunikaty prasowe rosyjskich RT czy Sputnika czy korzystają ze źródeł lokalnych, które już pełni bazują na rosyjskich treściach, w tym zmanipulowanych. Wiele mediów w krajach arabskich przekazuje treści z arabskiej wersji Sputnika. W ten sposób mamy do czynienia z sytuacją, w której w sposób naturalny, ale i legalny, do odbiorców we Francji trafiać mogą treści prorosyjskie, fałszywe informacje czy dezinformacja. Moim zdaniem, do francuskiej przestrzeni informacyjnej jest więc znacznie więcej kanałów dostępu niż na przykład w Polsce. Tego nie da się za bardzo powstrzymać czy legalnie zablokować, bo tu nie chodzi nawet o francuskie media. Warto jednak dodać, że zjawiska, o których mówię, nie są jeszcze przebadane.

Poza tym oczywiście są interesy ekonomiczne czy polityczne. Wielu obywateli i mieszkańców Francji pochodzi np. z krajów Maghrebu. Dlatego konkretne rzeczy będą dla nich ciekawe, zwłaszcza właśnie z Afryki. Istotny będzie też komponent geopolityczny. Francja zawsze patrzyła na region Morza Śródziemnego i dalej na południe, tak samo jak dla Niemiec ważna była Ostpolitik. Do dziś bliskie są związki polityczne i gospodarcze z państwami afrykańskimi, ale i rodzinne czy historyczne. Jeszcze raz trzeba podkreślić, że mamy społeczeństwo wielokultrurowe.

Jak na poziomie państwowym traktowane jest zagadnienie rosyjskiej dezinformacji?

We Francji nie mówi się tyle o dezinformacji, ile o manipulacji informacją. Poza regulacjami prawnymi panuje jeszcze kultura polityczna, ale i regulacje prawne, o których wspominałem, które nie pozwalają państwu na wchodzenie w pewne sfery czy ingerowanie w nie. Była jednak sytuacja, w której prezydent Republiki zaprezentował zdecydowane stanowisko. Chodzi o spotkanie Emmanuela Macrona z Władimirem Putinem 29 maja 2017 roku w Wersalu, tj. niedługo po wygranych przez niego wyborach. Podczas konferencji prasowej Macron określił rosyjskie RT i Sputnik jako „organy wpływu i kłamliwej propagandy”. Nie ulega też wątpliwości, że przez cały okres kampanii wyborczej we Francji rosyjskie ośrodki nie podchodziły obiektywnie do przedstawiania go jako kandydata.

Na poziomie rządowym, w sposób oczywisty, jest więc zrozumienie, że mają miejsce kampanie dezinformacyjne. Najbardziej wymowne w realiach francuskich będzie to, że prezydent Republiki sam mówi o tym otwarcie. Ale we Francji panuje tzw. „polityka nieatrybucji” (franc. la politique de non-attribution). Oznacza ona, że w przestrzeni publicznej nie będzie oficjalnego wskazywania palcem. Ani w kwestiach cyberbezpieczeństwa, ani w obszarze informacyjnym. Nie miało to miejsca nawet w sytuacji tzw. „Macron-leaks”, tj. wycieku maili przed wyborami w 2017 roku. Nawet w sytuacji, kiedy na więcej niż 90% jest pewne, kto jest autorem np. danego cyberataku. To samo odnosi się do operacji informacyjnych.

Aby lepiej zrozumieć, jak wygląda percepcja zagrożeń informacyjnych i cybernetycznych przez francuskie ośrodki państwowe, należy wspomnieć o Białej Księdze z 2017 roku, tj. o „Strategicznym przeglądzie obronności i bezpieczeństwa narodowego” (franc. Revue stratégique de la Défense et de sécurité nationale), przygotowanym przez Ministerstwo Obrony Francji. Stwierdzono w nim, że problem dezinformacji i innych działań związanych z manipulacją informacją w przestrzeni informacyjnej oraz cyberprzestrzeni stanowi wyzwanie dla państwa oraz może być poważnym zagrożeniem dla obywateli. Czyli podsumowując, we Francji panuje powszechne rozumienie rosyjskich działań we francuskiej przestrzeni informacyjnej, ale i w innych państwach. Nikt tu nie ma różowych okularów. Ale jest też rozumienie, że inne państwa również prowadzą działania informacyjne, jak np. Chiny. Szczególnie wyraźnie było to widać we Francji w kontekście COVID-19, sprzedaży maseczek, zaangażowania chińskiej ambasady, no ale to już temat na zupełnie inną okazję.

Czy rosyjskie oddziaływania informacyjne i psychologiczne miały jakieś spektakularne sukcesy we Francji?

„Macron-leaks”, o którym już mówiliśmy, jest jedną z głośniejszych sytuacji, ale to nie był żaden sukces dla Rosji. Nie przypominam sobie, żeby było coś spektakularnego. Można też spojrzeć na to z innej strony. Jeżeli nie ma zaufania do mediów jako takich, to tym bardziej do rosyjskich, niezależnie czy będą się pozycjonować jako te obecne w mainstreamie czy jako niszowe. Popularność RT wzrosła co prawda, ale tylko w momencie protestów żółtych kamizelek. To wtedy datuje się pewna zmiana, ale trzeba podkreślić, że chodzi praktycznie wyłącznie o wzrost wyświetleń kanału RT na YouTube.

Nie można oczywiście bagatelizować zagrożeń ze strony Rosji, ale jednocześnie trudno wymieniać jej sukcesy we Francji. Może były, ale my o nich nie wiemy? Na pewno nie widać, aby był realny wpływ na kampanie wyborcze czy wybory ogólnie. Nie oznacza to wcale, że tego nie będzie w przyszłości. Potencjał dla pewnych aktywności informacyjnych przecież wciąż jest. Rosja eksploatuje podziały społeczne. Na pewno jednym z wektorów może być oddziaływanie na mniejszości we Francji lub francuskojęzycznych odbiorców w innych państwach, w tym zwłaszcza poprzez media afrykańskie czy arabskie. Tam pojawiają się teorie spiskowe, antysemityzm czy antyamerykanizm, czy ogólnie treści antyzachodnie

Byli jeszcze rosyjskie działania w Mali, których skutków nie można dokładnie wymierzyć. Udało tam zorganizować manifestacje przeciwko stacjonowaniu kontyngentu wojsk francuskich, które, jak wydaje się, koordynowane były przez podmioty współpracujące z tamtejszą ambasadą rosyjską. Ogólnie możemy mówić o wzmocnieniu nastrojów antyfrancuskich, lecz pomimopostulatów wyrzucania francuskich wojsk, one tam zostały, więc znowu nie można uznać tego za sukces.

W jaki sposób można oceniać francuski model wzmacniania odporności społecznej w obszarze cyberbezpieczeństwa i bezpieczeństwa informacyjnego?

Działania francuskie skupiają się na debunkingu [przyp. autora – demaskowaniu] i fact-checkingu. Prowadzone są one głównie przez media i uniwersytety. Te ostatnie realizują takie programy oraz badania z tego zakresu. Jednocześnie różne środowiska akademickie są zdania, że sam fact-checking ma ograniczoną skuteczność. Oczywiście, że jest on potrzebny, ale jako jedyna odpowiedź na zagrożenia to jednak za mało. Takie podejście jest zrozumiałe, gdyż to samo w sobie nie buduje w mojej ocenie odporności społecznej w rozumieniu bezpieczeństwa. Pojawia się też coraz więcej programów, zaleceń i rekomendacji w kwestiach media literacy i reformy programów edukacyjnych. Od 2013 roku we francuskich szkołach istnieje przedmiot interdyscyplinarny o nazwie „Umiejętność korzystania z mediów i informacji”. Takie inicjatywy potrzebują dalszego wzmacniania i mogą stanowić jeden z filarów odporności na dezinformację.

Kwestie związane z odpornością informacyjną tworzone są przez wspomnianą już ustawę przeciwko manipulacji informacją, ale odnosi się ona wyłącznie do kwestii wyborów. Z innej strony ważnym elementem bezpieczeństwa informacyjnego jest cyberprzestrzeń. We Francji jednymi z kluczowych podmiotów działających w tej sferze są: Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Systemów Informacyjnych (franc. Agence nationale de la sécurité des systèmes d’information, ANSSI) oraz COMCYBER (franc. Commandement de la cyberdéfense), stworzone przez Ministerstwo Obrony Francji. Ta ostatnia funkcjonuje strukturach francuskich sił zbrojnych od 2017 roku i odpowiada za wszystkie kwestie związane z cyberbezpieczeństwem. Co ciekawe, jej misją jest przygotowanie i rozwijanie defensywnych, ale i ofensywnych zdolności Francji w obszarze cyber. We francuskich doktrynach walki informatycznej występuje również podział na tę ofensywną i defensywną (franc. Doctrine militaire de lutte informatique offensive, LIO; Politique ministérielle de lutte informatique defensive, LID). W obu z nich nawiązuje się do bliskiej współpracy z ANSSI oraz faktu, że cyberprzestrzeń niesie ze sobą także zagrożenia informacyjne, w tym dezinformację.

Z francuskiego punktu widzenia powiedzieć można, że na chwilę obecną prace nad zwiększaniem odporności społecznej są prowadzone na dwóch poziomach. Pierwszym będzie poziom państwowy, tj. wzmocnienie i zaawansowanie działań ANSSI, COMCYBER oraz innych instytucji. Drugim będzie rozwój projektów edukacyjnych, w szczególności tych skierowanych do młodzieży w wieku licealnym, zwłaszcza z zakresu media literacy. Ponadto wzmacniane jest monitorowanie i transparentność  działań mediów społecznościowych, m.in. poprzez rozwój działań informacyjnych dla odbiorców, jak np. o przynależności państwowej danego kanału, finansowaniu reklam czy ogłoszeń. Problem polega na tym, że we Francji są ograniczone możliwości ingerencji państwowej w przestrzeń informacyjną. Społeczeństwo mogłoby tego nie zaakceptować. Francuski Senat dwukrotnie odrzucał projekt ustawy o zakazie manipulacji informacją, aby dać więcej czasu na prace nad nimi i móc uniknąć sytuacji, w której mogłyby zostać naruszone wolności obywatelskie.

Denys Kolesnyk jest analitykiem politycznym, specjalistą ds. bezpieczeństwa w Europie Wschodniej i doktorantem w Conservatoire National des Arts et Métiers (CNAM) w Paryżu. W swojej pracy badawczej skupia się na zagadnieniach związanych z obszarem dezinformacji, w szczególności we Francji i w Polsce. Jest on również ekspertem współpracującym z East European Security Research Initiative.    

Narodowy Instytut Cyberbezpieczeństwa

Mglista 14a lok. 12
53-020 Wrocław

NIP: 8971786007
KRS: 0000437413